Gdzie kończy się tolerancja

a zaczyna nienawiść.
Niespełna tydzień temu świat obiegła wiadomość o legalizacji związków homoseksualnych w Stanach Zjednoczonych, była to iskra początkująca rozmowy o tolerancji, równości, akceptacji. Zewsząd słychać było głosy poparcia dla decyzji Sądu Najwyższego, czasem gdzieniegdzie odezwało się kilku przeciwników, jednak wśród ludzi młodych, którzy jakby nie patrzeć są przyszłością świata, znakomita większość co najmniej nie miała z tym problemu.
Ale to nie będzie teks o gejach, lesbijkach. Nie będzie o sądach, ani Ameryce. Nawet o tęczowych awatarach na facebooku nie będzie.
Dziś tytuł nie jest przypadkowy, trzy słowa leadu też nie.
Kiedy pisałam te słowa przez chwilę zastanawiałam się, czy jest coś jeszcze, czy jest na granicy, czy można czegoś nie tolerować, a jednocześnie tego nie nienawidzić. Nie można.
"Tolerowanie to przymusowe znoszenie niektórych rzeczy. Akceptacja, to zaakceptowanie ich w pełni i szacunek do odmienności. "Przyzwyczaiłam się do bycia częścią społeczeństwa, które ma w mniejszym lub większym stopniu, problem z odmiennością. Ocieniamy innych przez wzgląd na ubiór, sposób odżywiania czy seksualność, nie patrząc na to jakimi ludźmi są.
O ile w pewnym sensie, potrafię zrozumieć, że konserwatystom ciężko dopuścić myśl, że osoba o odmiennej orientacji czy religii, może być tak samo wartościowym człowiekiem jak oni. Nawet spory o poglądy mogę znieść. Ale jest jedna rzecz, której nie zrozumiem, która mnie zadziwia i oburza jednocześnie.
Jak można być tak pełnym zawiści, żeby doprowadzić do samobójstwa czternastolatka, tylko dlatego, że nosił modne ciuchy? Serio, pytam świecie, SERIO?!
Nie jestem w stanie zobrazować jak bardzo jest to dla mnie irracjonalne. Nawet nie zamierzam rozpisywać się o tym, że noszenie rurek i air maxów to nie pedalstwo, bo mam nadzieję, że to jasne. Jakkolwiek byś nie wyglądał, jakie tylko Twoje hobby by nie było, zawsze znajdą się hejterzy, ale życie w środowisku, pełnym takich ludzi, to coś w czym nie chcę uczestniczyć. Właśnie dlatego tak ważne jest selekcjonowanie ludzi, którymi się otaczasz, na tyle na ile pozwala Ci to aktualny moment życia.
Tyle nienawiści przepełnia nas każdego dnia, dajemy przejąć nad sobą kontrolę negatywnym emocjom. Co najgorsze nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych czynów. Mój nauczyciel z Wychowania Do Twórczości zwykł mówić, że warto uważać na słowa, bo osoba, do której je kierujemy może się z nich śmiać i udawać, że spłynie to po niej, a w nocy, w chwilę słabości, to właśnie te słowa w nią uderzą. Śmialiśmy się z tego, nie powiem, że nie. Gdzie w gimnazjum ktoś mógłby pomyśleć, że jak powiesz Karolowi, że jest głupi to po powrocie do domu się poryczy. Dopiero po kilku latach poznałam moc słów. To nie słowa wypowiedziane w czasie kłótni z obcą osobą bolą, to te wypowiedziane przez przyjaciół z uśmiechem na twarzy najbardziej wpadają nam w pamięć.
Następnym razem, kiedy będziesz wykrzykiwał hasła głoszące równość, akceptację, upewnij się, że zrobiłeś wszystko, żeby wprowadzić je najpierw do swojego życia.
Agnieszka
zdjęcie: Ryan McGuire

