#plany Wakacje 2015 - Klucz do szczęścia

Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy snują postanowienia noworoczne, a (przy pomyślnych wiatrach) miesiąc później o nich zapominają. Nie wierzę, tęż w magię nocy z ostatniego grudnia na pierwszy stycznia. Jedyne co w moim życiu się zmienia to bardziej pokreślone marginesy, bo jeszcze przez dwa, trzy miesiące wpisuję z sentymentem nieaktualną już końcówkę w dacie. Dopiero teraz, kiedy zbliża się okres, w którym właściwie przez dwa miesiące mogłabym się opierniczać i nic nie robić, tłumacząc, że hej, przecież są wakacje, tak naprawdę chcę wziąć się za siebie, za realizację kilku mniejszych i większych planów, oraz podjęcie ważnych decyzji w moim życiu.
Ostatni czas był dla mnie ciężki, nie tylko ze względu na szkołę, pracę czy problemy osobiste, ale głównie przez to, że zmądrzałam. Tak po prostu, a co. Oderwanie się od toksycznych znajomości sprawiło, że stałam się dojrzalsza, troszkę zmieniłam spojrzenie na świat i swoje życie. Minione dni upłynęły mi na przewartościowaniu swojego życia, nie do końca jeszcze przemyślałam wszystko, nie upewniłam się czy wiem czego chcę, ale jestem pewna, że znajduję się na dobrej drodze, żeby móc za dwa i pół miesiąca powiedzieć sobie tak, udało mi się.
Dopiero teraz, kiedy czas zaczął mi przelatywać między palcami, zdałam sobie sprawę jak wiele rzeczy chcę zrobić, a jak niewiele czasu mi jeszcze zostało, już nie ma "jak dorosnę", zapodziało się "jestem na to za młoda", a "mogę z tym poczekać" poszło w niepamięć.
Tak naprawdę poniższa lista nie do końca składa się z celów na same wakacje, jednak właśnie przez te lipcowo-sierpniowe dni chciałabym zmienić swoje życie, wprowadzić w nie kilka nawyków, które pozytywnie odbiją się na mnie i moim samopoczuciu, tak, że we wrześniu, będę mogła być dumna z każdej chwili poświęconej sobie.
So, let's go.
1. Nauczyć się jeździć na desce
Mimo, że zaczęłam już jakiś czas temu szkolne życie pokrzyżowało mi plany. Mam nadzieję, że teraz uda mi się dopiąć celu, chociaż przyznam, że moje ambicje w tym wypadku nie są zbyt wysokie, a samą deskorolkę traktuję bardziej jak rozrywkę, niż rzeczywistą pasję, czy sport, który chciałabym uprawiać.2. Schudnąć 5 kilo
Dla siebie i tylko trochę dla sukienki, w którą nie potrafię się wcisnąć. Moja waga od kilku lat trzyma się na stałym poziomie, lekko się tylko wahając przy granicy prawdziwa kobieta / pasztet (tak, to był taki żart o tym, że kobita się na 55 kg kończy). Pierwszą część tego planu właściwie udaje mi się już realizować od jakiegoś czasu, kiedy porzuciłam mięso, porzuciłam też fast foody. Drugą właściwie też, w miarę możliwości wybieram spacer niż komunikację miejską. Nie sądzę, żebym zaczęła robić jakieś hardcorowe ćwiczenia po kilka godzin dziennie, ale na pewno wprowadzę do życia więcej ruchu i postaram się ograniczyć cukier (z czym będzie o wiele trudniej, szczególnie w przypadku osoby słodzącej kawę sześcioma łyżeczkami).3. Wcześniej wstawać
Właściwie wskoczyło na listę za sprawą Rary Avis, kiedy czytając jej ostatni tekst zdałam sobie sprawę, że większość wakacji przepierdalam na spanie do późnego popołudnia. Nie mam na myśli dni, kiedy wraca się do domu o 5 nad ranem i trzecia po południu to prawie dziesiąta rano, tylko te wszystkie grzeszki, kiedy nocą bawię się w strażnika internetu, a rano, nawet jeśli uda mi się obudzić przed 9, to tylko po to, żeby wstać i zasłonić rolety. Bardzo mi nie pasi taki układ, który bierze się głównie z tego, że nie mam rano co robić. Dlatego planuję wprowadzić w życie poranny rytuał, który miałby być dla mnie nie tylko zachętą do wstawania, ale także dawką energii na cały dzień.4. Zacząć jeść śniadania
Właśnie odnośni porannych przyzwyczajeń. Nie pamiętam kiedy ostatni raz zdarzyło mi się jeść pierwszy posiłek w domu. Mimo, że zdaję sobie sprawę, iż nie ma opcji, żeby udało mi się to wprowadzić w trakcje roku szkolnego, kiedy wolę pospać 10 minut dłużej, niż zjeść śniadanie, a na autobus o 7:14, wstaję z łóżka o siódmej zero zero, jednak przez okres wakacyjny na pewno mi to nie zaszkodzi, a mój portfel się ucieszy, bardzo (jakieś 70% moich wydatków, to jedzenie, na które nie mam czasu w domu, lub nie chce mi się go przygotować).5. Więcej czytać
Właściwie na dniach udało mi się wrócić do czytania, byłam zniechęcona do książek przez długi czas, ale kończąc właśnie drugą, może trzecią, książkę w tym roku czuję się lepiej, bo sama zawsze twierdziłam, że warto czytać. Po prostu szukałam wymówek, żeby tego nie robić.6. Poświęcać przynajmniej godzinę dziennie na pasję
I mam tu na myśli głównie poprawienie swoich umiejętności manualnych. Tak naprawdę na godzina to taki kit, mogłabym napisać 15 minut, bo kiedy już się biorę za coś, zazwyczaj w miarę możliwości kończę tego samego dnia, jednak najgorsze jest właśnie zacząć, usiąść z kubkiem kawy/herbaty/soku i wyłączyć wszystkie przeszkadzacze, zostawiając sobie jedynie radio gdzieś w tle.7. Szkicować
Mogłam podpiąć pod powyższe, jednak po zastanowieniu nie chciałam. Wolałabym wprowadzić prowadzenie szkicownika przez cały mój dzień, a nie jedynie w wyznaczonym przez siebie momencie, wolałabym widzieć go bardziej w roli przyjaciela, niżeli straszydła.8. Dużo, dużo pisać!
Bo lubię to robić, chociaż pół roku temu nie spodziewałam się, że prowadzenie bloga będę mogła nazwać pasją, a pisanie stanie się moim sposobem na wyrażanie siebie. Nie wiem czy wiążę z blogiem poważne zamiary (w sensie utrzymywania się z blogowania), ale jakiegokolwiek życia bym nie prowadziła blog, na pewno, będzie miłym dodatkiem, więc mam nadzieję, że uda mi się go wytrwale prowadzić.Właściwie, mogłabym powiedzieć, że to na tyle, jeśli chodzi o rzeczy, które planuję, ale wiem, że stoi nad nimi jeszcze jeden, bardzo, bardzo ważny punkt, a nawet najważniejszy, gdyż jego realizacja będzie kluczem do pozostałych, dlatego pozostanie bez numeru, za to wytłuszczony (wyboldowany, hue hue), tak żebym przez całe wakacje, mając ten tekst w zakładce, po kliknięciu w niego widziała wielkie czarne literzyska
WYGRAM ZE SŁOMIANYM ZAPAŁEM
gdzie specjalnie zastosowałam formę osobową.
To jest moment, w który trzeba założyć rękawice bokserskie i ochraniacze, żeby móc stanąć na ringu ze swoim największym wrogiem i go pokonać. W moim przypadku jest to słomiany zapał, który od lat krzyżuje mi plany, przez niego każda fajna idea, każdy zajebisty koncept leci na dno kosza, bo nie chce mi się, bo nie mam czasu, bo coś tam, Koniec z tym.
Doszło do momentu, w którym nawet odpowiedź na sms'a zajmuje mi kilka godzin, właśnie od tego bym ową walkę chciała rozpocząć, od zmienienia nawyków zostawiania sobie czegoś na później. Zacząć od odpisywania na głupie mejle, przez stawiania sobie małych celów, na tworzeniu wartościowych projektów kończąc, tym razem na teraz, nie na kiedyś tam.
Ja już postanowiłam, zaczęłam bieg, by stanąć na podium, a jeśli ktoś taki jak ja, ludzkie wcielenie hybrydy pandy z leniwcem, może coś zmienić w swoim życiu, to znaczy, że Ty też możesz. Pamiętaj, że już sama chęć działania jest poprawą, ale niewiele wartą, kiedy nic z nią nie zrobisz. Zacznij od określenia celu i sposobu, w jaki możesz go dosięgnąć, a potem działaj. Nie czekaj na jutro, na lepszą pogodę, na więcej pieniędzy. Dziś jest czas na lepsze ja.
Agn
zdjęcie: wallheaven

