Gówno wiesz o muzyce

5/06/2015 Agnieszka 0 Comments


Właściwie nie mogę pojąć skąd u Ciebie tyle słabego gustu.
Siedzę w salonie, na Twoim nowym dywanie. Jest okropny, okrągły, w kolorze zgniłego sosu pomidorowego, ale nic nie szkodzi.
Czuję unoszący się w powietrzu zapach pizzy, zastanawiam się jak możesz lubić hawajską, bezguście Ty moje. Nie ma problemu, uśmiechnę się i zjem.
Wołasz do mnie kuchni "zarzuć coś na wieżę".

Pochylam się nad pułkom z płytami, mimo wszystko jest coś imponującego w ludziach, którzy je jeszcze kolekcjonują. Wodzę palcem po kolejnych tytułach, licząc na chociaż jeden krążek, którego będę w stanie posłuchać. Moje oczy skaczą w chaotycznym tańcu, od jednej okładki do drugiej. Nic, absolutne zero.
Podchodzisz do mnie całując mnie w czoło, pytasz co tak długo.
Powoli unoszę głowę do góry, chcąc Ci uświadomić jak bardzo nie znasz prawdziwej muzyki, jak ograniczony i beznadziejny w każdym celu jesteś.
Z uśmiechem na twarzy wysłuchujesz mojego biadolenia. Podajesz mi rękę, żebym mogła podnieść się z podłogi, a z Twoich ust padają słowa

Nie masz prawa mi mówić, jaka muzyka jest dobra
Nigdy więcej się już nie spotkamy.
Nie dlatego, że wciąż jesteś muzycznym ignorantem.
Tym razem to ja byłam w błędzie.


Zdałam sobie z tego sprawę dopiero kilka lat później.
Kiedy (dzięki bogu) minął mi okres wykłócania się o słuszność jedynej i prawdziwej muzyki, a zaczął się czas zrozumienia samej koncepcji jej istnienia.
Dziś, mimo, że daleko mi do określenia siebie jako osoby "słuchającej wszystkiego" (swoją drogą słyszałam kiedyś, że słuchać wszystkiego znaczy słuchać niczego i im więcej o tym myślę, tym bardziej muszę się zgodzić) nie istnieje dla mnie ten jedyny słuszny gatunek, a z krytykowania muzyki, która mi nie leży, zostało mi rzucanie błotem, tym razem nie w artystów, tylko w hejterów i osoby, które, tak jak ja kiedyś, zbyt zaślepione swoimi przekonaniami nie potrafiły dostrzec racji drugiej strony.

No bo heloł, kim Ty jesteś, żeby mi mówić, co jest dobre?!
Chyba, że właśnie kończysz akademie muzyczną, to ewentualnie mogę z Tobą podyskutować o złożoności niektórych utworów, lub o jej braku, ale wciąż nie istnieje ani jeden argument dla którego Twoja muzyka miałaby być lepsza, prawdziwsza niż moja.

Wychodząc z domu wyłączamy radio by za chwilę odpalić nową playlistę jadąc do pracy. Biegamy ze słuchawkami, kąpiemy się przy włączonym stereo, kiedy spotykamy się z przyjaciółmi w tle po cichutku sączą się kolejne nuty ulubionych utworów.
Muzyka, szczególnie dla nas - młodych ludzi, jest ważna. Nawet bardzo.
Dlatego cholernie mnie boli, kiedy ocena słuszności muzyki jest uargumentowana jedynie trudnością melodii lub tekstu. Techno łupanka, może Ci się nie podobać, mi też nie, ale dla kogoś kto jest jej fanem, jest spoko, tak po prostu. Nie trzeba tego argumentować. Słuchasz czegoś, niewiele dbając o to właściwie dlaczego. Muzyka ma wzbudzać emocje, modelować nastroje, być tłem namiętnej nocy (chociaż przy disco polo ciężko mi sobie to wyobrazić, ale co tam, have fun). To ona jest dla Ciebie, nie Ty dla niej.

Od gimnazjum siedziałam w cięższej muzyce, darciu mordy i takich tam. Długo, oj długo, chodziłam w męskich T-shirtach i glanach, sącząc wino pod bramą, byłam pewna, że jest to jedyna słuszna droga.
Była - dla mnie.
Stosunkowo niedawno pojęłam, że nie dla każdego taka musi być i to, że na mojej playliście widnieje Metallica i Skrillex nie jest żadną profanacją. Pogubiliśmy się trochę, w próbach definiowania własnego gustu i identyfikacji w świecie, zapominając, że nasz ulubiony deser jest dla innych niezjadliwy, lecz nie znaczy to, że oni są gorsi, lub tym bardziej, że my jesteśmy lepsi.


Ostatnie pięć słów w tym tekście będzie błahych, ale mimo wszystko są one prawdziwe.

Muzyka ma łączyć, nie dzielić. 


Agnieszka