Wyjść hejtorom na przeciw

Kojarzycie tą ostatnią aferę w blogosferze? Coś o jakiś szafiarkach? Milionach na koncie za cykanie sobie selfie?
Pewnie tak, jeżeli nie to teraz już kojarzycie.Dawno, dawno temu, ze 2-3 lata temu, czyli jak na czas internetowy - kilka wieków wcześniej, gdzieś tam w okresie świetności Demotywatorów, istniała historyjka.
Historyjka z ładnym zdjęciem.
Choć historyjka to chyba za dużo powiedziane.
Obiegła internety już tysiące razy więc pewnie ją znacie.
Nieistotne jest to, czy została wymyślona czy nie, bo istotna nie jej sama jej treść, tylko reakcja, na ową historię.
Ponoć na jakimś uniwersytecie (strzelam, że chodziło o USA) studenci otrzymali za zadanie napisać kilkunastostronowy esej, na temat "Czym jest ryzyko?".
Jak wiadomo powszechnie i od stuleci, studenci to największy kombinatorzy pod Słońcem.
Znalazł się jegomość, który oddał kilkanaście pustych stron. Jedynie na ostatniej, na samym dole, było napisanie "To jest właśnie ryzyko" i podpis owej duszyczki.
No i o czym ta głupia Agniesia właściwie teraz pisze?
Abo pod tymże postem rozwinęła się zaciekłą dyskusja.
Ludzie się podzielili, jak to w internecie bywa, na propserów (to tacy, co im się pomysł podobał) i hejterów..
Pierwsi zauważali kreatywność, zwracając uwagę, na to, że warto być cwanym, że profesor powinien docenić, że inteligencja ma więcej wartości, niż kolejny napisany referat.
Ci drudzy, wręcz przeciwnie. Dostrzegali nieuczciwość, w ewentualnej pozytywnej ocenie tego dzieła. Sądzili, że to pójście na łatwiznę, nietrzymanie się reguł. Najbardziej w pamięć wpadło mi zdanie
"To nie fair, przecież nikt nie powiedział im, że mogą to zrobić inaczej!"I tu jest pies pogrzebany.
Mam nadzieję, że widzicie analogię, do, najprościej mówiąc, bólu dupy, związanego z zarobkami blogerek. Tylko, że w tym przypadku proporcje hejterów i propserów (muszę opatentować to słowo) są odwrotne.
Co mnie w sumie dość mocno zadziwia.
Tak naprawdę, większość głosów zrozumienia dochodzi z blogosfery, od ludzi, którzy sami w mniejszym lub większym stopniu zarabiają na odpierdalaniu tekstów na kolanie i wrzucaniu #selfie na instagrama. Więc innymi słowy, są mało obiektywni.
Próbowałam pogadać, ze znajomymi o tym, co myślą na ten temat. Byłam zaskoczona odpowiedzią, ponieważ nie widzieli w zarabianiu na blogu nic złego. Skąd więc te wszystkie negatywne komentarze?
Wtedy zdałam sobie sprawę, w jak cudnym towarzystwie się obracam. Nie dziwne zresztą jest, usłyszenie "hmm, to okej, fajna sprawa, zazdroszczę, że w tym wieku tyle osiągnęły" od artystów, ludzi twórczych, kreatywnych, aktywistów, pisarzy i blogerów. Więc jeśli ktokolwiek z Was, drodzy przyjaciele, czyta ten tekst, chciałabym podziękować, za to, że jesteście, że wspieracie i inspirujecie.
Wracając do tematu (to takie typowo kobiecie odbiegać od niego), długo myślałam nad tym, skąd bierze się podziw dla innowacyjnego myślenia, dla łamania schematów, a gdy już przyjdzie co do czego, znajdują się ludzie, którzy muszą wylać swój jad. W tym przypadku całkiem sporo ludzi.
Zastanawiałam się jakiś czas, dochodząc do najstarszej prawdy, jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze (i seks, ale o nim innym razem). Nie to, jak i ile szafiarki pracują, ale ile zarabiają jest powodem dyskusji. Gdyby dalej wrzucały swoje fotki do zdjęć, ale dostawałoby za to kilka-kilkanaście złotych, a nie tysięcy, nikogo by ten fakt nie zdziwił.
No i co dalej zrobić z tym faktem?
Mogłabym właśnie napisać bardzo długi tekst, o tym, że bycie blogerką modową (którą nigdy nie będę) to godziny śledzenia trendów, budowania socialmediów, dbania o swój wygląd i image. Ale tego nie zrobię.
Mogłabym pisać, o tym, że jeżeli to wydaje Ci się takie proste to rzuć szkołę, pracę, rodzinę, zostań blogerem i zarabiaj miliony, ale to już zrobił Kominek.
Jednocześnie zresztą stawiałabym Cię na tej samej półce, co oponentów, którzy tak zaciekle nie zgadzają się, na takie, a nie inne realia, a tego bym nie chciała.
Jeżeli już tu jest, niezależnie czy pierwszy raz przeglądasz mojego bloga, czy jesteś stałym bywalcem, mam do Ciebie jedną prośbę, która ułatwi nam dalszą współpracę, okej?
Miej otwarty umysł, analizuj, nie daj się porwać błędnym osądom, a jeśli uważasz, że praca nie może być przyjemnością, nie wracaj tu więcej, proszę.
Ja wiem, że moim czytelnicy to ludzie ambitni, którzy nie boją się wyzwań, którym podoba się mój sposób myślenia.
Więc daruję sobie wszystkie nagonki na zarobki blogerów, na strach przed wzięciem życia we własne ręce, nad blogerami, którym ciężko zrozumieć, że dla ludzi starszej daty social media nie maja prawa bytu jako zarobek (co też należy w pewnym stopniu rozumieć).
Ja po prostu dam Ci kolejną radę. Ciesz się z tego, że masz hejterów.
I nie, wcale nie dlatego, że nieważne co o Tobie mówią, ważne żeby mówili.
Jesteś osobą kreatywną, robisz ze swoim życiem coś niesamowitego, może piszesz, może podróżujesz. A teraz pomyśl sobie o typowym malkontencie. Wiesz co Was różni? Ty masz pasję, plany, ambicje, on nudne życie i marzenia, których nigdy nie odważy się spełnić.
Ale hej, bez niego nie było Ciebie!
Ludzie przeciętni, są najzwyczajniej w świecie potrzebni. Gdyby wszyscy byli wyjątkowi to nikt by nie był.
Także wracaj do realizowania swoich niesamowitych scenariuszy i podziękuj hejterowi, że to nie ma odwagi uciec od zwyczajności.
I pamiętaj, po prostu bądź tą zajebistszą wersją samego siebie.
Agn.

