Jestem za ładna na bycie feministką

1/10/2015 Agnieszka 0 Comments




Tak przynajmniej słyszałam.


Tylko wiecie o co chodzi? To nie ma nic do rzeczy.

Strasznie mnie irytuje szufladkowanie ludzi, a jeszcze bardziej ocenianie kogoś tylko przez pryzmat jednej informacji o nim/o niej, "jest feministą/ką".

Nie każda feministka jest chłopczycą, tak jak nie każdy informatyk jest prawiczkiem i nie każda modelka ma anoreksje.
Chyba czas uświadomić sobie, że na dobrą sprawę KAŻDA kobieta jest feministką.
No chyba, że godzi się ona na poniżające traktowanie, bycie niewolnicą (nie mówię tu o sprawach łóżkowych).
Ale tak nie jest. Każda polka żyjąca w XXI wieku domaga się swoich praw, w mniejszym lub większym stopniu.

Gdyby nie sufrażystki kobiety nie miałyby dostępu do nauki, kultury, pracy... a jednak wciąż krytykuje się osoby walczące o nasze prawa.

Wynika to trochę z obrazu typowej feministki, który wykreowały media.
Pokazują nam kobiety biegające topless wokół stajenki z napisem "Bóg był kobietą" zawsze okraszając zdarzenia komentarzem "czo te feministki znowu robio, jakieś takie nienormalne so, czy co?"
Tylko, że kiedy pojawiają się doniesienia o osobach, fundacjach, które działają na rzecz kobiet, walczą o godne porody, o dostęp do antykoncepcji, o ściganie gwałcicieli (przypominam, że gwałt jest dopiero od roku ścigany urzędu!!!) nigdy się nie mówi feministyczna organizacja, feminista/ka.
Przynajmniej z mojej perspektywy tak to wygląda, przy czym ja już dość długi czas temu porzuciłam massmedia i większość informacji, które do mnie dociera mają początek z alternatywnych źródeł informacji, którym jestem w stanie troszkę bardziej zaufać.

Z drugiej strony kobiety same nie chcą walczyć o swoje prawa, a przynajmniej tak im się wydaje. Odniosę się do słów napisanych przez dziennikarkę Paulinę Młynarską

Powiedzmy sobie szczerze jedną rzecz: jak długo same kobiety nie będą robić  afery ZA KAŻDYM RAZEM, kiedy uwłacza się ich godności, jak długo będą powtarzać,  że NIE SĄ ŻADNYMI FEMINSTKAMI  ( ALE… i tu, oczywiście,  pada lista, jak najbardziej,  feministycznych postulatów!), jak długo będą siedzieć w domu, zamiast iść pod Sejm, albo na Manifę, w obronie swoich praw, tak długo to się będzie działo.
Dużo jest w nich prawdy. Chcemy stawek tak samo wysokich jak mężczyźni, chcemy sprawiedliwości, chcemy wyjść do baru ze znajomymi i wrócić na drugi dzień w niezbyt dobrym stanie, bez komentarzy jaką ona jest wyrodną matką, jak tak można, powinna siedzieć w domu sprzątając (paradoksalnie mąż w tym czasie jak najbardziej powinien iść z kolegami na piwo, żeby się odstresować).
Nie robimy nic, żeby zaczęto nas traktować poważnie.

A piszę to tylko wszytko tylko dlatego, że jestem oburzona decyzją Ministerstwa Zdrowia odnoście dostępności pigułki "po" .  Kobieta jest żywą istotą, nie inkubatorem. 
I tu naprawdę nie chodzi o to, że kobiety zacierają ręce myśląc haha! żadnych dzieci, niech niż demograficzny panuje dalej. Każda z nas ma prawo nie chcieć dzieci, lub też po prostu z jakiś powodów nie móc sobie na nie pozwolić i nie dotyczy to tylko nastolatek, które nie zabezpieczają się, ale też dorosłych, dojrzałych kobiet, kiedy antykoncepcja zawiodła.

Przytaczając jeden z komentarzy odnośnie powyższej decyzji, pchamy się się do nowoczesnej Europy, a poglądy mamy średniowieczne

Jesteś pewna, że nie jesteś feministką? 




A.