Co Ty młodości nigdy nie miałeś, punkiem nie byłeś?

1/16/2015 Agnieszka 0 Comments

     

Nigdy nie zamierzałam, nie zamierzam i nie będę krytykować żadnego gustu muzycznego


ale jest taki jeden. który wyjątkowo zmienia życie.

W gimnazjum zmienia się życie, jednym na lepsze, innym na gorsze.
Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy.

Miałam duże szczęście, że w tym okresie poznałam tak wielu wspaniałych ludzi, którzy w mniejszy lub większy sposób mieli wpływ na moje życie, ale wszystko zaczęło się od muzyki. 

Sama już nie pamiętam, w którym momencie życia i jakich okolicznościach przerzuciłam się na ostre brzmienia, chodź sądzę, że nie było to spowodowane ani trendami ani znajomymi, a bardziej fascynacja i moją buntowniczą naturą. 

Jednakże, niewątpliwie zadecydowało to o moich dalszych gustach, pasjach i poczynaniach. 

Patrząc na to z perspektywy czasu nie widzę nic złego, w słuchaniu popu, rapu czy elektroniki, ale żaden z tych stylów nie oferuje Ci tylu wspaniałych doznań co słuchanie rocka, punku czy metalu. 

Potargane spodnie, glany, koszulka ulubionego zespołu. Tak wyglądała mniej więcej moja stylówa przez ostatnie parę lat. Uczucie jedności, kiedy mijasz osobę ubrana w podobny sposób. 
Jeśli nigdy nie jarałeś się cięższymi brzmieniami, w mojej opinii, straciłeś parę naprawdę fajnych motywów z życia. 
Zaufaj mi, nie ma wspanialszego uczucia niż ręce, które Cie niosą na fali podczas koncertu i chociaż nie znasz tych ludzi, jesteś w stanie im powierzyć swoje życie, będąc pewnym, że jeżeli się przewrócisz zaatakuje Cię tłum chcących Cię podnieść dłoni. 

Nauczyłam się, że punk rock to nie płyty i koncerty tylko nawalony panczur grający na gitarze w akompaniamencie dziewczyny skaczącej po metalowej płycie. 
Właściwie wolność i energia płynąca z muzyki były, są nadal, dla mnie ucieczką od zmartwień doczesnego świata. 

Nie mogłabym nie poruszyć tematy najpiękniejszego festiwalu świata - Woodstocku. 
Co prawda wiele mu brakuje od idei, na których był budowany, jednak dla mnie wciąż jest znaczącym eventem, na którym co roku przeżywam najlepsze dni wakacji. 
To co tam się dzieje przez te parę dni jest nie do opisania.
Ponad pół miliona ludzi tworzących wielka rodzinę. Rodzinę, którą sam sobie wybierasz.
Do takiego świata po prostu chce się należeć. 

To wszystko co mnie spotkało i spotyka nadal jest jak wielki sen, niekończące się pasmo szczęścia. 
Wszystkie dni w których obcy ludzie, z momentem wejścia na salę, stawali się najlepszymi przyjaciółmi, każda pojedyncza minuta koncertu niczym katharsis, to sprawia, iż jestem pewna, że długo i dobrze będę wspominać swoją młodość.
Ta gorąca kąpiel kiedy wracasz do domu z festiwalu, 
ten ból wszystkich mięśni po wczorajszym pogo, 
te oddechy setek ludzi wokół Ciebie, 
wiesz co? 
Nawet dostać glanem w twarz jest czasem przyjemnie. 


Agn.