Gdzie podziali się prawdziwi gentlemani?

Ukryci czy po prostu nie docenieni?
Początek XXI wieku, próżno nam szukać na ulicach mężczyzn z zawiniętym wąsem i melonikiem, zdolnych do zabrudzenia swojego płaszcza, jedynie po to by ichsze kobiety nie musiały przejść po kałuży.
Ostatnio byłam świadkiem przecudownie uroczej sceny z udziałem Gentlemana Na Miarę Naszych Czasów, jego przyjaciela i dwóch pięknych towarzyszek. Toż to dopiero postawa godna naśladowania!
Wchodzę do studenckiej limuzyny, zwanej potocznie autobusem, godziny raczej wczesno-południowe. Zajmuje strategiczne miejsce, na samym końcu. Z jakiś tam powodów nie mam ze sobą swoich wiernych kompanów - słuchawek. Tak więc w ciszy patrzę na świat migający zza okna. Co jakiś czas omiatając wzrokiem wnętrze wehikułu. Wtem uwagę moją przykuła pewna osobliwa grupka.
Dwoje przedstawicieli gatunku ortalionowców, wraz z urodziwymi samiczkami, zaskoczę Was, bo owym panienkom jeszcze trochę brakowało do marchewkowej cery i białych kozaczków.
Dziewczyny, jak na prawdziwe damy przystało, siedziały z nóżką na nóżce, a panowie stali nad nimi prowadząc konwersacje. Przyglądam się tej grupce, właściwie sama nie wiem czemu, może spodziewałam się, że poprawią mi humor?
Wiecie co? Wiele o nich można powiedzieć, ale nigdy nie zawodzą, nigdy.
Jeden z szanownych panów zwany przeze mnie Gentlemanem Na Miarę Naszych Czasów wyjmuje z kołczanu prawilności paczkę orbitek. Wyciąga rękę w częstującym geście. Jego towarzysz spogląda w dół i sięga po gumę, w tym samym momencie GNMNC cofa poczęstunek i z zamachem wymierza cios prosto w twarz przyjaciela.
Tenże przyjaciel z konsternacją na twarzy pyta o co chodzi.
W odpowiedzi słyszy jedynie
-Panie najpierw, okej?
Agnieszka

